1) Nie mogę nazywać swoich stylizacji high fashion ani nawet hot, ale wielkomiejskie nawyki każą mi wyglądać poprawnie w każdej sytuacji. Nawet wtedy, kiedy przechadzam się o 7 rano z psem po moim prestiżowym osiedlu, na którym dzieci bogatych rodziców poruszają się drewnianymi rowerkami z Almi Decor, tudzież zdalnie sterowanymi pojazdami. I o ile ich rodziciele łatwą ręką potrafią wydawać pieniądze na wszystkie kinder-zachcianki i duże samochody (takie, które zajmują minimum dwa miejsca parkingowe za jednym zamachem), o tyle nie potrafią schylić się nad trawnikiem, celem sprzątnięcia owocu defekacji ich jakże modnego psa rasy sznaucer miniatura lub yorkshire terrier. Nic więc dziwnego, że słyszę czasem płacz i wewnętrzny szloch takiego dziecka, kiedy wypucowana opona jego hiper-drogiego urządzenia, trafia na bagnisty opór. W tle słychać piosenkę „Cudownych rodziców mam”.
2) Uwielbiam ten kapelusz. Oczywiście biorąc pod uwagę średnią temperaturę powietrza w tym kraju, jest to dodatek tak bardzo praktyczny, jak torebka z rzędu kopertówek. Trzeba go przytrzymywać na silnym wietrze, rzucać się pod koła samochodów (co za upadek!), kiedy niepostrzeżenie ucieknie samowolnie na ulicę i zadzierać wysoko brodę, by móc zobaczyć niebo. Wszystko to rekompensuje mi fakt, że czuję się w nim, jak uczennica z ulubionego okresu literackiego – Młodej Polski. Jak bohaterka „Próchna” Wacława Berenta (Yvetta Guilbert lub Hilda Hertenstein, do wyboru). Jak niezdeflorowana pensjonarka.
fot. Paweł
kurtka: levi’s, sweter: new look, sukienka: sugarlips apparel, kapelusz: vila, buty: camaieu, okulary: Ray Ban via optykwnecie.pl
.jpg)
.jpg)